Każda wojna miała swoich fotografów, i każdy fotograf ma teraz swoją wojnę. W pewnym momencie to on właśnie stał się prawdziwym żołnierzem, bohaterem, jedynym sprawiedliwym wśród walczących zawsze w słusznej sprawie, jedynym, który zachował godność i chwałę wojownika z dawnych przed-nowoczesnych wielkich batalii. Może nadszedł wreszcie czas, by prawdziwy żołnierz stał się fotografem?
Grzegorz Banaszak strzelając do wroga nie zastanawiał się, rzecz jasna, nad słusznością swych wyborów, broń Boże !!!, po prostu, jak inni, posłusznie wykonywał rozkazy. Dopiero strzelając zdjęcia wziął pełną odpowiedziałność za to, co robi, dopiero teraz z wielką precyzją wybierał swój cel, bo chciał – jak sądzę – zastrzelić samą wojnę. Shooting Afghanistan to relacja żołnierza, który musiał porzucić broń, aby odnaleźć drogę do Domu.
Dotąd mówiłem dużo o przemocy właściwej samej fotografii, o jej rozbuchanej perwersji, ukrytej manipulacji, o zbrodni realnej i symbolicznej jakiej dopuszcza się każde zdjęcie.
Teraz chciałem Wam opowiedzieć o tym, że fotografia może być modlitwą, – bo to, czego dokonał Grzegorz jest w gruncie rzeczy rozpaczliwą próbą zbawienia człowieka – ale opowiedzieć o tym, to zastrzelić samą fotografię.
sewer szymon
Shooting Afghanistan. Otwarcie wystawy fotografii Grzegorza Banaszaka we wtorek 1.10.2013 o 20:00 w MiTo
