Poznali się o tyle, o ile, niedość, tylko w jakieś mierze, wystarczającej wszak dla miary tego, co niepoznawalne. I nie jest to opowieść miłosna, ekstatyczna i dramatyczna, pełna olśnień i rozczarowań, ani dziennik przygodnego romansu jakich wiele, to jest historia niespełniona, bogata w sens, który nigdy nie wypowiedział swojego imienia, pełna zdarzeń niezaistniałych, niepełna, wyobrażona.
A działo się to dokładnie rok temu, na Festiwalu Smaków w Kaliszu, gdzie Asia wystawiała swoje prace pod szyldem „Flat Cat” a Igor wystawił się mimowolnie na jej spojrzenie. I choć spotkanie to, całkiem przypadkowe i całkiem niepotrzebne, tak wiele, i może zbyt wiele, zmieniło w ich życiu, ślad po nim mógłby zaginąć, rozproszony w pamięci innych spotkań, gdyby nie jej fotografia i jego świadectwo i moja opowieść.
Zdjęcie pierwsze: Igor ze schyloną głową, pod osłoną długich blond włosów
Pojawił się tego dnia na mieście, a przecież w ogóle tego dnia nie chciał wychodzić z domu, znudzony monotonią swojego życia, przerażony swą innością, zasklepiony w lęku. Pojawił się w horyzoncie jej oczekiwań, pojawił się w obszarze jej poszukiwań, miał w sobie to, czego ona nigdy nie miała, a zawsze chciała mieć, miał to, o czym ona od dawna chciała zapomnieć. Jej praca nie zyskała uznania w Kaliszu, jej zdjęcia kiepsko się tam sprzedawały. Flat Cat (tak nazwała swą markę) znaczy tyle, co rozjechany kot, i właśnie tak wygląda jej Frida, którą kocha nad życie, z powybijanymi zębami, przetrąconą nogą, gruba i nieatrakcyjna, w wiecznej depresji. Sztuka, pomyślała sobie, wybierając imię dla swojej kotki, wymaga ofiar (bo sama jest ofiarą), rodzi się w bólu, toczy w sobie traumę, wystawia na pokaz swoją porażkę. I tego dnia pobiegła za Igorem, i biegła za nim bez aparatu mimo, że od razu wiedziała, że chce mu zrobić zdjęcie (fotograf bez aparatu czasem odnajduje w sobie utraconą empatię), pobiegła za Igorem, uwiedziona i przerażona jego dziwną urodą, pobiegła za nim, tak sądzę, bo rozpoznała w nim sobowtóra, swoją Fridę, Flat Cat. I wcale mnie to nie dziwi, ja też tego dnia pobiegłbym za Igorem, tyle, że tego dnia tam mnie w ogóle nie było.
Zdjęcie drugie: Igor en face, wzniesione wysoko ramiona, usta otwarte szeroko, i wciąż w zupełnym ukryciu
Niełatwo przekonać go teraz, by został modelem, mimo, że tak bardzo pragnie być modelem, ale nie takim, (nie)przypadkowym, wybranym w dziwnym, niezrozumiałym zachwycie, raczej ze względu na różnicę, a nie podobieństwo, rozziew zamiast przyległości. On chce być „prawdziwym” modelem, jak sobie go wyobraża, wpisanym do jasno określonego kanonu piękna, zgodnym z właściwym rozmiarem i wymaganą proporcją. Początek sesji jest więc przełamywaniem jego onieśmielenia, subtelną, kokieteryjną grą z jego delikatnością, przekraczaniem wstydu, stopniowym rozluźnianiem napiętego ciała. Dlaczego za mną pobiegła? – z pewnością myśl ta nie daje mu spokoju – dlaczego akurat mnie wybrała? Właściwie dlaczego za nim pobiegłaś? Dlaczego akurat jego wybrałaś? Czy wtedy już chciałaś wystawić go na pokaz w prywatnym gabinecie osobliwości, obok Fridy i obok siebie? Jego nieufność odsłania moje podejrzenia, jego wycofanie i jego oddanie jest niemym krzykiem ofiary, echem Twojej przemocy i przemocy samej Fotografii.
Zdjęcie trzecie: Igor z profilu, twarz odsłania w połowie, w połowie zasłania, patrzy jakby z ukosa i jakby wprost na mnie
Tego dnia nad rzeką Prosną, było dużo słońca i jej ulubiony Nikon z obiektywem 50 mm wdzierał się z wolna w najdalsze zakamarki jego życia. Ma wówczas niespełna 20 lat, i chyba udało mu się zrobić maturę, ale studiów nie planuje, i często zmienia prace, i często gra w piłkę i pali jak smok, jak ja. Tyle wiem, nie więcej. O wiele więcej przynosi mi nieumiarkowana gra wyobraźni, pisanie przywołujące nieistniejące, dokładnie w ten sposób, w jaki jej aparat sprawia, że staje się dla mnie – i pewnie wbrew swej woli – odległym fetyszem. Zdziwienie zdążyło już oswoić świat i ze zdziwienia zrodziła się w nim ciekawość. I co teraz będzie? Albo opowie mi wszystko, albo odejdzie w milczeniu, jak wiele razy wcześniej odchodził od ludzi przerażonych jego przerażeniem. Jego spojrzenie ma w sobie obojętność pierwszego spojrzenia, ale – i w tym cała moja nadzieja – ma też stłamszoną rozpacz spojrzenia ostatniego.
Zdjęcie czwarte: Igor uchwycony z dołu, spojrzenie zawieszone w oddali, ale i wbite w siebie, głęboko
Jest prawie pewne, że wygrałby casting na Chrystusa. Jest w nim tyle niezawinionej winy, tyle ufności, oddania przegranej sprawie, że z pewnością dostąpi zbawienia. Zapomniał już, że jest podglądany (nigdy jednak nie zapomina, że jest podejrzany) i daje się poznać w tym, czego wcale nie chce pokazać. Jest męczennikiem, więźniem, ofiarą. Nie chciał, – tak mówi Asia – aby w kadrze znalazła się jego klatka piersiowa, nosząca w swych dolnych partiach ślady niedawnego wypadku, pełna blizn, poskręcana śrubami, osadzona w koronie z drutów. Ale samo zdjęcie w subtelnej grze cieni umieszcza go za kratami, w klatce jego potworności, w więzieniu jego niewinności. Przed nim już tylko śmierć – wie o tym aż nazbyt dobrze – czymże jest to spojrzenie, jeśli nie rozpaczliwą próbą spojrzenia śmierci prosto w twarz, wyzwaniem rzuconym losowi, który sprawił, że jest tak, a nie inaczej, że jest tu, a nie gdzie indziej.
Zdjęcie piąte: Igor lekko przechylony i lekko wzniesiony, usta sklejone w grymasie zniecierpliwienia, czoło ściągnięte, cały otwarty na świat
I wreszcie, i już. Nie szukam już znaków odnoszących do innych znaków, bo jest ich zbyt wiele, albo i wreszcie nie ma ich wcale. Tak zdjęcie nieoczekiwanie stapia się z samą powierzchnią zdarzeń, i zamiast zdejmować coś z rzeczywistości, odsłaniać to, co rzeczywistość w sobie skrywa, przywraca jej utraconą przygodność, banalność, idiotyczność. I zamiast od-twarzać, pozbawiać twarzy na rzecz ikony, z której wygnano wszelką materialność ciała, sprowadza ją znów do tego, co widzę, a nie do tego, co wiem. Igor jest tu i teraz i wobec jego natrętnej obecności, tracę bogactwo fantazmatycznej jego nieobecności. Patrząc na niego, dopiero teraz uświadamiam sobie, że Asia w ogóle go nie zna, a ja w przeciwieństwie do Asi nigdy nawet go nie poznałem.
sewer szymon
W MiTo w poniedziałek 29 lipca
otwarcie wystawy Joanny Korzeniowskiej, na której pojawi się Igor

