MiTomania - BLOG

O autorze ↓

Wystawa w cieniu tragedii "Charlie Hebdo"

Na początku było „Campo di Fiori” Czesława Miłosza, w szkole czytane bez większego zapału a później czytane z prawdziwym przerażeniem. Potem były studia na Akademii, kształtowanie własnego języka w gąszczu klisz i konwencji, próby zapisu niepowtarzalnego doświadczenia w formie czytelnej dla wszystkich. Wcześniej i później były podróże, dalekie i bliskie, poszukiwanie porozumienia i zderzenie z radykalną innością. Była wreszcie miłość i było ślubowanie komuś, kto pojawił się skądinąd i przynależał do innego porządku wyobrażeń niż ona. Agnieszka Żak-Biełowa ma wiele powodów, by wierzyć w możliwość dialogu między kulturami, akurat tyle samo, by stracić tę wiarę.

Historia zagłady warszawskiego getta, tak jak historia Giordana Bruna, jak wiele innych wielkich i małych historii, a też historia ostatnia – zamachu na redakcję „Charlie Hebdo”, stała się dla niej świadectwem skrajnego wyobcowania, niemożności transferu doświadczeń, upadku utopii multikulti, a sama karuzela stała się tego wyobcowania najlepszą metaforą. Kręci się mimo wszystko, mimo tragedii jednostki i tragedii milionów, i my się na niej kręcimy bez końca. I nie chodzi jedynie o to, że w cieniu śmierci życie zawsze toczy się dalej, ale i o to, że wspólnota, którą próbujemy zbudować ponad coraz silniejszymi podziałami, będąc właściwie fikcją polityków, również się kręci wokół niezbywalnych jakoby wartości, ale sensu swojego nie odnajduje.

I to jest właśnie perspektywa postkolonialna, w której Polska zajmuje miejsce szczególne, będąc raz kolonizatorem, innym razem (częściej) kolonizowanym. I to jest właśnie obszar, w którym Agnieszka pragnie zaznaczyć swą obecność, w języku plastyki zapisać tę podwójną świadomość, zwycięzcy i przegranego, zrozumieć dominującą narrację i jej peryferyjne odpryski, perwersyjną siłę symbolu i wzniosłego obiektu ideologii. Niełatwo w tej pracy uniknąć patosu, pretensji bądź prowokacji, dlatego Agnieszka sięga pod powierzchnię wizualnych skojarzeń docierając do samego mechanizmu ich kreowania i narzucania. Każdy przedmiot stać się może znakiem prowadzącym daleko poza to, co przedstawia, dlatego jedynym sposobem odczarowania tego, co dobrze znane, staje się dla niej dekonstrukcja jego formy.

Zwykła chusta umieszczona na białym tle, odwzorowana z niezwykłą precyzją i pietyzmem nabiera znamion przedmiotu kultu, tym samym obnaża arbitralność tej czy innej religii. Zdjęcie ze Świętym Mikołajem, zrobione w Smyku w latach 80. (kto z nas, 30-latków, nie ma takiego zdjęcia?), kiedyś tak cenne i wyjątkowe, dziś w konfrontacji z tysiącem podobnych, pokazuje schematyczność prywatnej pamięci. Albo ten konik w wesołym miasteczku – cóż bardziej kiczowatego niż nasze powszechne reprezentacje niby-ludowości, cóż bardziej fałszywego niż oswajanie niby-egzotycznej kultury. A Matka Polka w sztafażu prawie bizantyjskim, w schemacie quasi-piety wciąż „nasza” a jakby jednak „nie-nasza”. Agnieszka kręci się tak wokół kodów i klisz w poszukiwaniu różnicy między wyobrażonym a realnym, na przecięciu prywatnego i publicznego a tłumaczenie tego, co maluje, ginie między słowami.

Piotr Seweryn Rosół

Otwarcie wystawy 21.01.2015 18:00 w MiTo Waryńskiego 28 (Metro Politechnika)
Trwa ładowanie komentarzy...