MiTomania - BLOG

O autorze ↓

Tomas MAYER i jego liczby

Tomas MAYER
Z pewnością chodzi mu o magię liczb. Ale ich magia daleko przekracza ich symbolikę. Tu metafora odkrywa swą zapoznaną dosłowność, abstrakcja się ucieleśnia, pojęcia nabierają fizyczności swych desygnatów. Tomas MAYER wcale nie jest malarzem metafizycznym, bo w metafizyce odnajduje to, co NIEOBLICZALNE.

Jeśli zajmuje go rozwiązanie problemu skoczka szachowego to nie dlatego, że szuka finału w ścieżce otwartej albo zamkniętej, lecz wystawia się na wielość dróg jakie może przebyć. Jego liczby nie są miarą rzeczy, lecz bezmiarem ich możliwości. Nie są wynikiem, lecz niewiadomą w równaniu.

Jeden jest Bóg. Jeden, niepodzielny. W jedności siła. W jednostkowości też. Kto pierwszy, ten lepszy, ale i pierwsi będą ostatnimi. Dwa to podwójność świata i nasza skłonność do dychotomii – yin i yang, męskie i kobiece, niebo i ziemia, dusza i ciało. Tertium non datur, a jednak Trzy pragnie być pełnią. Trzy są osoby boskie (jedna z nich trzeciego dnia zmartwychwstała) trzy życzenia, które wypowiadamy w bajkach, trzy koła ratunkowe w Milionerach. Liczę do trzech i sprawdzam, raz, dwa, trzy i … Cztery są imiona Ewangelistów, ale i czterech jest jeźdźców apokalipsy. Ale nie dlatego w Japonii czwórka jest pechowa. Mamy pięć zmysłów i pięć żywiołów. W czasie five o'clock możemy przybić piątkę, ale raczej nie przybijemy. Pentagram odwrócony jednym wierzchołkiem do góry to symbol doskonałości sacrum, dwoma to symbol niedoskonałości profanum. Sześć jest dni stworzenia, ale 6 to jednak niedoskonałość a 666 to już powszechne zło. I wreszcie śmierć, sześć stóp pod ziemią. Siedem jest dni tygodnia i siedem cudów świata, siedem sztuk wyzwolonych i siedem grzechów głównych. Siedem to finał i pointa, doprowadzenie sprawy do końca. Na siedmiu wzgórzach może i nie od razu, a jednak Rzym zbudowano. Osiem? Tu nie zawsze wiadomo. Dziewięć jest chórów anielskich, a grzesznicy wchodzą do piekła przez dziewięć bram. Dziesięć jest planet, dziesięć palców i dziesięć przykazań.

Od czasów Pitagorasa uznawane były za klucz do praw harmonii, porządku obecnego we wszechświecie. Miały opisać to, co widzimy, ale i to, czego nie widzimy, a co sprawia, że to, co widzimy jest właśnie takie, a nie inne. Później zaczęły wyrażać stany, które jedynie przeczuwamy. Od początku były po prostu potrzebne do policzenia tego, co mamy i tego, co chcielibyśmy mieć. Z przeświadczenia o ich wpływie na nasz los zrodziła się numerologia, raz po raz sięgała po nie mistyka. Liczby – naturalne, całkowite, wymierne, rzeczywiste, zespolone, algebraiczne, przestępne, dualne, podwójne. Dziś wszechobecne, aż niewidoczne. Wirtualne, coraz bardziej od nas oddzielone. Tomas Mayer wykorzystuje znaczenia jakie ze sobą niosą, wciąga nas do gry, do liczenia – dodawania, odejmowania, mnożenia, dzielenia… ale u kresu tych obliczeń stawia akurat to, co się im wymyka, co pozostaje na zawsze nieobliczalne.

Piotr Seweryn Rosół

Otwarcie w poniedziałek w MiTo

Prace Tomasa MAYERA

Więcej o nim
Trwa ładowanie komentarzy...