Jeden jest Bóg. Jeden, niepodzielny. W jedności siła. W jednostkowości też. Kto pierwszy, ten lepszy, ale i pierwsi będą ostatnimi. Dwa to podwójność świata i nasza skłonność do dychotomii – yin i yang, męskie i kobiece, niebo i ziemia, dusza i ciało. Tertium non datur, a jednak Trzy pragnie być pełnią. Trzy są osoby boskie (jedna z nich trzeciego dnia zmartwychwstała) trzy życzenia, które wypowiadamy w bajkach, trzy koła ratunkowe w Milionerach. Liczę do trzech i sprawdzam, raz, dwa, trzy i … Cztery są imiona Ewangelistów, ale i czterech jest jeźdźców apokalipsy. Ale nie dlatego w Japonii czwórka jest pechowa. Mamy pięć zmysłów i pięć żywiołów. W czasie five o'clock możemy przybić piątkę, ale raczej nie przybijemy. Pentagram odwrócony jednym wierzchołkiem do góry to symbol doskonałości sacrum, dwoma to symbol niedoskonałości profanum. Sześć jest dni stworzenia, ale 6 to jednak niedoskonałość a 666 to już powszechne zło. I wreszcie śmierć, sześć stóp pod ziemią. Siedem jest dni tygodnia i siedem cudów świata, siedem sztuk wyzwolonych i siedem grzechów głównych. Siedem to finał i pointa, doprowadzenie sprawy do końca. Na siedmiu wzgórzach może i nie od razu, a jednak Rzym zbudowano. Osiem? Tu nie zawsze wiadomo. Dziewięć jest chórów anielskich, a grzesznicy wchodzą do piekła przez dziewięć bram. Dziesięć jest planet, dziesięć palców i dziesięć przykazań.
Od czasów Pitagorasa uznawane były za klucz do praw harmonii, porządku obecnego we wszechświecie. Miały opisać to, co widzimy, ale i to, czego nie widzimy, a co sprawia, że to, co widzimy jest właśnie takie, a nie inne. Później zaczęły wyrażać stany, które jedynie przeczuwamy. Od początku były po prostu potrzebne do policzenia tego, co mamy i tego, co chcielibyśmy mieć. Z przeświadczenia o ich wpływie na nasz los zrodziła się numerologia, raz po raz sięgała po nie mistyka. Liczby – naturalne, całkowite, wymierne, rzeczywiste, zespolone, algebraiczne, przestępne, dualne, podwójne. Dziś wszechobecne, aż niewidoczne. Wirtualne, coraz bardziej od nas oddzielone. Tomas Mayer wykorzystuje znaczenia jakie ze sobą niosą, wciąga nas do gry, do liczenia – dodawania, odejmowania, mnożenia, dzielenia… ale u kresu tych obliczeń stawia akurat to, co się im wymyka, co pozostaje na zawsze nieobliczalne.
Piotr Seweryn Rosół
Otwarcie w poniedziałek w MiTo
Prace Tomasa MAYERA
Więcej o nim

